Serfenta w Japonii (1)

Wszystko, co chcecie wiedzieć o Japonii, ale boicie się zapytać – wspomnień Pauriny z Japonii część pierwsza!

Byłam jakoś spokojna lecąc do Japonii, że przecież znam język angielski, dam radę porozumieć się i tam. Jednak, nie jest to takie oczywiste. W którymś momencie, podróżując samodzielnie i próbując kupić sobie bilet pociągowy z przesiadkami, zdałam sobie sprawę, że wszystkie niezbędne informacje są tylko w języku japońskim! Podobnie było z menu w restauracjach. Każdy ze spotkanych Japończyków, których pytałam o pomoc, najczęściej w dotarciu gdzieś, odpowiadał, że nie zna angielskiego… Byli jednocześnie bardzo pomocni, więc nie gubiłam się. Również dlatego, że wszystko jest tam dobrze zorganizowane. Na peronie, na dworcu czy przystanku autobusowym ludzie zgodnie ustawiają się w kolejce. Nie ma przepychania się, licytowania kto pierwszy. Pociągi i autobusy są punktualne czasem aż do bólu. Nawet jak znasz kierowcę i machasz mu biegnąc spóźniony o sekundy, to nie masz co liczyć, że ktoś na ciebie poczeka.

Japonia ma zdecydowanie dobrze doprawione, słone potrawy (pyszne!), nie jest za to krajem przyjaznym wegetarianom. Jadając codziennie w stołówce dla pracowników w Osace, ani razu nie widziałam tam bezmięsnego dania. Wciąż się tam pali w restauracjach, w alfabecie nie występuje literka „L”, dlatego Polska to Porando, a ja zostałam Pauriną, a jednym z najczęściej słyszanych przeze mnie japońskich słów było „ciotto” (chotto) – trochę, troszeczkę.

Japończyków odebrałam jako ludzi bardzo grzecznych. Szybko przyzwyczaiłam się do uprzejmych ukłonów nawet z nieznajomymi i częstego dziękowania sobie nawzajem. Nie wystarczy powiedzieć „Ohayō” – „dzień dobry”, ale wypada dodać „Ohayō gozaimasu” – Bardzo dzień dobry 🙂

Japończycy często długo pracują w ciągu dnia. Kiedyś więc potrzebują odpocząć. Najpierw dziwiłam się widząc elegancko ubranych ludzi drzemiących w stołówce, śpiących na stołach pomiędzy brudnymi naczyniami i jedzeniem. Ale do tego też można się przyzwyczaić. Poznany na miejscu chłopak z Polski, który mieszka w Osace od wielu lat, opowiadał mi, że pracując na placu budowy, musi uważać idąc, żeby kogoś nie nadepnąć! Ludzie po prostu ucinają sobie drzemki w przeróżnych miejscach, nawet na chodnikach. No, ale – tu kolejna ciekawostka – chodniki są tam czyste. Na ulicach nie ma śmieci, nie ma też koszy na śmieci, bo te zabiera się ze sobą do domu…

To pierwsze, bardzo szybkie obserwacje z 10-dniowego pobytu na tej pięknej, tajemniczej dla nas wyspie. Mimo, że pojechałam tam w sprawach zawodowych, to poza samym sklepem, w którym pracowałam, na zobaczenie Japonii miałam pół dnia – i tak wciągnęło mnie to. Chcę wrócić. Chcę poznać prowincję, którą sobie ulubiłam. Dotknąć natury, drzew, roślin – których było mi, podczas tego pobytu, strasznie brak. Przemykałam się do zamkniętych, przyklejonych do hoteli, skwerków w centrum Osaki, żeby posiedzieć chwilę w cieniu wysokich drzew, słuchając śpiewu nieznanych mi ptaków. Inne zielone miejsca to wielkie parki, do których trzeba było organizować specjalne wyprawy, na które nie miałam czasu. Albo samotne i wypielęgnowane drzewa, wciśnięte między beton i ulicę.

Ujęła mnie japońska słowność i precyzyjność. Jeśli umówiliśmy się, to tak właśnie będzie. Ma ona jednak swoją drugą stronę. Bo będzie dokładnie tak, nie inaczej. Zmiany nie są mile widziane. Wyprowadzają z rytmu, który nadaje porządek, przewidywalność. Jak to się ma do naszej, polskiej, „ułańskiej” natury? Spontaniczności, brawury, że jakoś się uda?

Cudowna jest dla mnie filozofia Wabi Sabi. Pochwała niedoskonałości, autentyczności. To branie pod uwagę naturalnego cyklu dojrzewania i starzenia się. Wszystko się z czasem zużywa i niszczy, Wabi Sabi tego nie ukrywa, a nawet eksponuje. To idealnie wiąże się z naszą pracą w Serfencie i plecionkarstwem. Wpisują się w nią nasze naturalne materiały i unikatowe, jednostkowe wyroby, które dalekie są od maszynowego, sterylnego wykonania. I dla nas liczy się jakość, w tym pokazywanie plecionkarzy – twórców, którzy właśnie, dzięki latom pracy wkładanym w swe dzieła, doprowadzają je do mistrzostwa. Japończycy wierzą, że nic nie zastąpi sprawności ludzkich rąk ani mocy dotyku. Ta filozofia pozwala nam się spotkać i współpracować, gdyż pomimo różnic, dzielimy podobną wrażliwość, zachwyt nad naturą.

Paulina Adamska

Następnym razem więcej historii plecionkarskich! A teraz zobacz nasze produkty w japońskich sklepach Kagoamidori i Takekagoya! A także zdjęcia Kanae Uehara, która znalazła nowe zastosowanie dla kosza z korzeni świerka! Jesteśmy zachwyceni, sploty polsko – japońskie bardzo nam się podobają!

Zdjęcia: Kanae Uehara i Paurina

Udostępnij:

Podobne wpisy

W poszukiwaniu korzeni

Zapraszamy na spotkanie dotyczące możliwości wpisu umiejętności plecionkarskich…

Zapraszamy na spotkanie dotyczące możliwości wpisu umiejętności plecionkarskich ze wsi Jaworzynka na krajową Listę Niematerialnego…